[Muzyka: Ludvico Einaudi- Walk]
Właśnie obejrzałam film pt. "Mr. Nobody". Zaciekawił mnie ogromnie, zwłaszcza gdy przyjaciółka zaczęła mi o nim opowiadać. Postanowiłam więc go włączyć.
Sama fabuła rozgrywa się w kilku wymiarach od momentu gdy mały chłopiec musi dokonać wyboru, czy po rozstaniu rodziców chce mieszkać z ojcem czy matką. Pokazane jest jego życie po każdym z tych wyborów. W między czasie oczywiście dokonują się kolejne rozłamy. Np. po tym jak dziewczyna zgadza się z nim być lub zostawia go, mówiąc że kocha innego.
Zwieńczeniem całej historii jest opowiadający o tym wszystkim 118-letni mężczyzna, ostatni człowiek na ziemi, który umrze śmiercią naturalną (wynaleziono coś takiego, że komórki się odnawiają, przez co ludzie są nieśmiertelni).
Jaki jest morał? I dlaczego piszę o nim akurat tutaj?
"Mr. Nobody" tak naprawdę odtworzył to wszystko nad czym ja sama się tyle razy zastanawiałam.
Życie zależy od ciągłych wyborów. Naszych wyborów, które ciągną za sobą sznur konsekwencji. Część z nich nigdy nie będzie dla nas przyjemna. Co byśmy nie zrobili. Czego byśmy nie chcieli uniknąć... Zawsze w jakimś stopniu nas to dotknie.
Żaden z wyborów nie jest zły. Czasem nie wie się, jak powinno się postąpić. Główny bohater powiedział, że w takim momencie najlepszym rozwiązaniem jest nieruszanie się. Nierobienie żadnego kroku.
W tej chwili zastanawiam się, czy w takim razie wszystko co zrobiłam, a czego do końca nie byłam pewna... Czy w takim razie powinnam to robić?
Czas się nie zatrzyma, nie cofnie, nie da nam drugiej szansy.
Ostatnio byłam przytrzymana do muru. Miałam do wyboru cierpienie lub cierpienie.
W takich momentach powinno wybrać się mniejsze zło. Czy wybrałam je? Myślę, że tak.
Mogłam dusić w sobie coś, co od kilku miesięcy zżerało mnie od środka, napełniało ciągłą niepewnością, przez co czasem odlatywałam, nie byłam sobą, ludzie pytali, czy na pewno ze mną w porządku. Pewnie w którymś momencie nie dałabym rady. Nie mam pojęcia co mogłabym zrobić i jak długo żyć z tym ciężarem.
Wybrałam drugą opcję.
Opcję, która mimo wszystko sprawiła, że wiem co robić. Nie muszę już zastanawiać się nocami, nie muszę zadawać zbędnych pytań. Po prostu je zadałam. I otrzymałam odpowiedź. Może nie taką o jakiej marzyłam, ale w stu procentach jasną. I nie mam już wątpliwości.
Ciekawa jestem jak wyglądałoby to wszystko, gdybym jednak zdecydowała się na pierwsze rozwiązanie. Może byłoby dla mnie lepsze?
Nie ma złych i dobrych wyborów. One po prostu są. Nie mają dokładnego przymiotnika określającego, bo żaden nie jest odpowiedni i wystarczająco trafny.
Nie wiem czy żałuję. Jednak od dzisiaj będę ostrożniej podejmować decyzje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz