„cookieChoices = {};”.

26 maja 2013

Załamka


Hej! Powinnam napisać wczoraj. Miałam taką potrzebę, ale nie starczyło... czasu? Ochoty? Cóż... 
Wczoraj dowiedziałam się, że cztery miesiące temu (styczeń) od zespołu Three Days Grace odszedł Adam Gontier- wokalista. Dlaczego dowiedziałam się dopiero wczoraj? Z prostego powodu. Miałam półroczną przerwę fanowską. Zresztą moje fanostwo wyglądało zupełnie inaczej niż w przypadku Tokio Hotel, bo nie znam nazwisk członków 3DG, nie angażuję się w żadne wydarzenia z nimi związane, nie sprawdzam codziennie nowych informacji o nich. Po prostu ich słucham wtedy, gdy mam na to ochotę, bo lubię ich brzmienia. 
Odejście wokalisty jest najgorszą rzeczą jaka może się przydarzyć. Wokalista to głos. To głos zespołu. Głos utworów, tworzonych przez zespół. Może zmienić się basista, perkusista, gitarzysta, ale odejście jednego z nich nigdy nie dorówna opuszczeniu zespołu przez wokalistę. Oczywiście, gdy przywiążemy się do członków zespołu, zawsze będzie to dla nas jakaś strata, jednakże nowy wokalista z nową barwą głosu zawsze wniesie nowe zmiany. Tak, wszyscy się zmieniają. Ludzie się zmieniają. Życie się zmienia. To naturalna kolej rzeczy. Nie można jednak oczekiwać, że po dwudziestu latach trwania zespołu, nagle wszyscy zaakceptują nowy głos.
W związku z powyższym, wczoraj przez dwie godziny siedziałam na kanapie z laptopem na kolanach, czytając szczegóły. Płakałam. Płakałam strasznie długo. Adam napisał wiadomość do fanów. Bardzo ważną, mądrą wiadomość, która coś mi uświadomiła. 

" (...) Nie ważne, kim jesteście, NIE WIECIE, jak ja czy ktokolwiek z tego zespołu czuje się teraz, czy czuł przez ostatnie 5-7 lat. Jeśli w przyszłości nie podzielę się tym z wami, nie dowiecie się. Może zdarzyć się czas, ze będę chciał to upublicznić. (...)"
" (...) Skąd wiecie, co miałem na myśli, opuszczając grupę? Byliście tam? Byliście tego częścią? Zostaliście z „dalszymi szczegółami odejścia Adama”, napisanymi przez „zespół” lub ludzi z ich środowiska. (...) "

Racja. Tak na prawdę znamy tylko cząstkę całej prawdy. Znamy historię jedynie z opowieści osób, które udostępniły nam informacje, które chciały nam udostępnić. Nie wiemy jak było i raczej nigdy się już nie dowiemy, jeżeli Three Days Grace i Adam nie będą tego chcieli. To takie dziwne, kiedy myślę o nich jako o dwóch osobnych jednostkach... 

" (...) Teraz tworzę muzykę z ludźmi, którzy grają, bo to KOCHAJĄ i ŻYJĄ dla tego. Poprzez „to” nie chodzi mi o „życie gwiazdy rocka”, ani o pieniądze, pokoje hotelowe, imprezy, dobrych Djów, lizusów, którzy podają ci papier toaletowy na zawołanie, podjeżdżanie na after party w klubach limuzyną oraz bycie jedynym (tak jak myślisz), na kogo wszyscy patrzą, jedzenie przynoszone do busa na papierowej tacce, backstage na festiwalu, gdzie jesteś headlinerem, bo nie chcesz, by inni zobaczyli cię przed występem i udawanie (kłamanie) przed fanami, jak bardzo jesteś podniecony będąc w ich mieście, które faktycznie ZNACZY coś dla fanów, gdy nawet nie wiesz, jaka jest nazwa tego miejsca, jedynie orientujesz się, że „gdzieś koło Chicago”. (...)"

Adam powiedział głośno to, o czym ludzie szeptali już od dawna. Gdyby nie to, co napisał, pomyślałabym to, co większość osób na początku. Wystawił ich. Odszedł przed samą trasą koncertową.To głównie jego wina.
On po prostu nie dał rady. W pewnej chwili po prostu go to przerosło. Bo jest pewna granica, gdy przestajesz robić to co kochasz, a to co tworzysz, to jedynie parodia tego, co tak naprawdę chciałbyś zrobić, przekazać. Wszystko zaczyna cię męczyć i jest coraz gorzej.

"(...) Bez wcześniejszych idei, by było chwytliwe i poniżej 3 minut, takie do radia. Bez żądań od kolegów, by napisać listę takich samych piosenek, które grałeś każdego dnia jak robot, by coś robić. (...)"
"(...) Mój dawny zespół był, jest i zawsze będzie zaszufladkowany.  (...) Pisanie takich samych piosenek z takimi samymi akordami, z takim samym przesłaniem tekstów, z takimi samymi „drop D power chords”, jest zbyt proste. Raz to zrobiłeś w ten sposób, to prawie niemożliwe, by uciec. (...)"

Three Days Grace wyznaczyło sobie granice, której za wszelką cenę boi się przekroczyć. Zamknęli się w złotej klatce, gdzie wszystkiego mają pod dostatkiem, wyrzucili klucz. Adam za to postanowił się rozwinąć jeszcze bardziej. Dlaczego miałby sobie zamknąć drzwi do bycia jeszcze lepszym. Do doskonałości człowiek będzie starał się zawsze dążyć, nawet jeżeli nigdy nie stanie się doskonały. Ale to właśnie sprawia, że my sami stajemy się lepsi.
W sumie nie wiem dlaczego to piszę, bo tak jak napisałam na początku nie jestem sobie nawet w stanie wyobrazić jaka sytuacja miała miejsce naprawdę, co doprowadziło do odejścia wokalisty. Ale tak to wszystko widzę. Może próbuję przekonać też samą siebie, by móc wreszcie zaakceptować to co się stało...
Słuchałam 3DG z nowym wokalistą (tymczasowym). Nie ma porównania. Matt przy Adamie to mały szczeniaczek  który próbuje zaszczekać niczym dorosły bulldog. On piszczy. Chociaż nie wiem, czy przy głosie Adama ktokolwiek jest w stanie nie piszczeć. Nie podoba mi się to. 
Słuchałam nowych utworów Adama. Są inne. Są troszkę lżejsze. Nie przypadły mi do gustu. 
Na pewno nic nie będzie już takie samo. Jak powiedziałam zmiany to rzecz normalna. Nie przekreślam żadnej ze stron. Czekam na rozwój wydarzeń. Nie wszystko musi wpaść mi w ucho. Zawsze można karmić się dotychczasowymi utworami. Dlaczego by jednak nie dać szansy nowym pomysłom? 



1 komentarz:

  1. naprawdę chciałabym ci napisać tu jakiś komentarz, który podniósłby cię na duchu lecz po prostu nie wiem jak zacząć.
    sama notka mogłaby być podsumowaniem wielu myśli, które nie raz przemknęły mi przez głowę. czuję się mocno związana z twoimi słowami, bo choć emocjonalnie nie jestem związana tym zespołem, doskonale rozumiem zarówno słowa Adama, jak i twój komentarz do nich. trzymaj się kochana :*

    OdpowiedzUsuń