Trudno jest zacząć głębszy temat w zgiełku codzienności. Tak zwaną rozkminę. A przecież czasem jakaś myśl wpada nam niespodziewanie, niezależnie od miejsca.
Głupio jest nagle zacząć kontemplować w drodze na przystanek tramwajowy, albo w głośnym pubie.
Nie można się wtedy skupić, albo nie można skupić na sobie uwagi swojego rozmówcy, który przytakuje jedynie, by mieć spokój.
I dlatego tak kurczowo czasem łapiemy się osób, które okazują się bardzo podobne do nas- mamy nadzieję, że w końcu zostaniemy wysłuchani.
Każdy z nas spogląda i ocenia nowo poznane osoby przez pryzmat swoich własnych doświadczeń, świadomie lub nie dopasowujemy ich do modelu już nam znanego. I czasem możemy się rozczarować.
Gdy poznałam kogoś, kto bardzo skojarzył mi się z moim dawnym przyjacielem, przełożyłam swoje zachowanie, które było adresowane do tego dawnego przyjaciela na tę nowo poznaną osobę. Zamiast pisać- zadzwoniłam, rozmawialiśmy 40 min! Z osobą, z którą wcześniej rozmawiałam dłużej tylko raz. Było super, ale okazało się, że po kilku dniach odezwałam się znowu, poczułam dystans.
Nie wiem czy trochę jej przez to nie spłoszyłam.
Wydawało mi się, że właśnie w tym towarzystwie znalazłam kogoś, kto okaże się miejscem na te moje, a później i na nasze wspólne, rozkminy.
Jeszcze mam nadzieję, że nie wszystko tak po prostu skończone. Bo jeszcze nic się do końca nie zaczęło. Ale nie chcę stracić tej osoby ;/
Podoba mi się poznawanie nowej osoby na początku zachowujemy się jak najlepiej wypaść a później już na całkowitym luzie. A jakby od początku na luzie to nie wiadomo co by sobie tamta osoba pomyślała. Więc chodzi mi o to że nie można kogoś od razu mianować przyjacielem :)
OdpowiedzUsuń